ŁOKIEĆ, A POWIĘŹ PIERSIOWO-LĘDŹWIOWA

Mamy dziś dla Was opis przypadku, połączeniu łokcia z pośladkiem, kredycie zaufania i dojrzałym podejściu do leczenia swoich dysfunkcji>

Jakiś czas temu trafił do nas pacjent z bólem w okolicy prawego łokcia, przy podnoszeniu czegokolwiek ( u nas wyznacznikiem było krzesło ) Młody, aktywny, hobbystycznie grał w pingponga, zdiagnozowany miał słynny łokiec tenisisty (gra w pingponga, a zrobił sie łokieć tenisisty – niewyobrażalne, prawda ? 😀 ). Z wywiadu: brak współistniejących chorób, żadnych leków, wypadków, poza operacją prawego barku lata temu. Ból stosunkowo świeży bo towarzyszący od miesiąca.

Prawy łokieć ból -prawy bark uraz – dużo odbijania piłeczki – dużo pracy na nogach – to wstępny obraz naszego pacjenta. Zazwyczaj nie mamy problemów z wyleczeniem takiego bólu, w tym wypadku niestety ścieżka okazała się dość wyboista i trochę potu się wylało – i upały nie miały z tym nic wspolnego 🙂

Praca na kolejnych wizytach obejmowała to co w badaniu wykazywało restrykcje i powodowało znajomy ból pacjenta.

I i II wizyta: staw barkowo obojczykowy, praca z obojczykiem, środkowym i niskim odcinkiem szyjnym, suche igłowanie newralgicznych miejsc w rejonie przedramienia, praca na powiezi kończyny górnej i bruzdach kończyny górnej – zero poprawy.

III wizyta: Praca z przednim przedziałem szyi, klatka piersiową, jamą brzuszną, manipulacja samego stawu łokciowego. – chwilowa, częściowa poprawa.

IV wizyta: Częściowa poprawa, cofneła się do stanu sprzed I wizyty. Trochę dołujące. Sprawdzone zostały jeszcze raz dokładnie okolice na trasie łokiec-odcinek szyjny-trzewia – nic specjanego nie zostało odnalezione.

Trop który został obrany to częściowa poprawa po pracy na trzewiach, klatce piersiowej i specyfika pracy ciała podczas gry w pingponga.

Okazało się, że w pozycji siedzącej objawy ustępują w znacznym stopniu co w połączeniu z lekką poprawą po pracy na klatce i trzewiach, oraz ze specyfiką pracy nóg podczas gry w pingponga, obraliśmy trop aby dokładniej sprawdzić powięź piersiowo-lędzwiową i tylną taśmę.

Był to strzał w 10 – po pracy na bruzdach w rejonie pośladka i łydki pacjent wstał, po czym podniosł krzesło, ze znaczącą poprawą. Kolejna wizyta po ponad 2 tygodniach to były już szlify i redukowanie lekkiego dysfkomfortu ocenianego w skali VAS na 1-2.

Po co to piszemy ? Ten przypadek to lekcja dla nas – wiele szybko wyleczonych, podobnych przypadków, chwilowo uśpiło naszą czujność. Jednocześnie jest to apel do Was – Pacjentów. Nie dziwcie się jeśli pracujemy w miejscach odległych od miejsca Waszego bólu. To gdzie Was boli to taka wisienka na torcie, my staramy się pracować z przyczyną. Dodatkowo, przez lata życia, nagromadzililiście w swoim ciele sporo napięć, błędnych kompensacji, macie zazwyczaj dość spory bagaż doświadczeń zarówno fizycznych jak i psychicznych. Na proces leczenia składa sie wiele czynników więc nie zawsze jest możliwość wyleczenia po pierszej wizycie. Ten proces to zarówno nasza praca z Waszym ciałem, jak i Wasze zaangażowanie w leczenie. Jednym słowem, pomimo tego, że czasem wizyta trwa 20-30minut, a nie zegarową godzinę i tych wizyt jest więcej niż 1-2 dajcie nam kredyt zaufania. Wspomaganie regulacyjnych procesów w Waszym ciele prowadzących do wyleczenia to bardziej skomplikowana i czasochłonna sprawa niż łyknięcie tabletki przeciwbolowej 🙂